Miesięczne archiwum: Październik 2014

Do kogo to należy???!

22.22. Ale godzina! Jeszcze w zeszłym roku upatrywałabym w tych cyfrach jakiegoś znaku… i nie byłby to najlepszy omen. Podobno to jakieś diabelskie cyferki. Na szczęście już minęła. Jest już 22.24. A jednak wszystko się zmienia. Uff!

Leżę pod różową lekuchną puchową kołderką i tak sobie myślę, że to nie godzina na moje spanie. Ale przecież wszystko się zmienia. Ciało poprosiło o więcej miękkości, delikatności, ciepła, otulenia. Jak może być jeszcze lepiej? Czy to zmęczenie? Tak nazywa to ten świat. A co na to świadomość? Kiedy Twoje ciało zdaje się zwalniać i gdy już jesteś o krok od konkluzji, że dopadło Cię wyczerpanie, zadaj pytanie: Prawda. Czy to zmęczenie? Prawda. Czy to RELAKS?

Hmmm. Dużo lżej, gdy wiem, że życie na pełnych obrotach nie wyczerpuje moich baterii. Tylu ludzi zwalnia, żeby za szybko się nie zużyć. I ja czasem kupię tę bzdurę i w lustrze straszą mnie wtedy worki pod oczami. Punkt widzenia kreuje rzeczywistość, pamiętasz? Dobrze, że lustro mówi co innego po Barsie i innych procesach na ciało. Regeneracja w ciągu godziny? Czy kreacja w oparciu o inne punkty widzenia? Wolę to drugie.

Wróciłam właśnie z Poznania. Wreszcie udało mi się tam dojechać! To magia spotykać ludzi, którzy wiedzą, że więcej jest możliwe. Bo JEST!

W knajpie po klasie, w wyśmienitym towarzystwie, przy kieliszku białego delikatnego wina, smakując pierś z kaczki w morelowym sosie, przy wibrujących dźwiękach kontrabasu i pianina, delektowałam się otrzymywaniem. Przystojny kelner obdarowywał mnie i Dorotę męskim przenikającym ciało spojrzeniem, a gdy otulił moje plecy miękkim kocem, pozwoliłam sobie uznać sama przed sobą, że moje życie naprawdę się zmieniło.

Jaką energią, przestrzenią i świadomością mogę się już teraz stać – ja i moje ciało – żeby być energię, przestrzenią i świadomością nieograniczonego otrzymywania? 

Muszę przyznać, że chyba wręcz stałam się tymi słowami. Powtórzyłam je tak wiele razy, że nawet umysł się do nich przyzwyczaił. Poczciwiec.

Po powrocie do mojego miasta, z którego całe życie chciałam uciekać, na chwilę zapomniałam, że i tę energię można otrzymać. Miałam wrażenie, że to chyba ja wykreowałam godzinne opóźnienie pociągu, żeby nie za szybko przywitać się ze Szkieletczyzną, jak nazwała moje strony rodzinne jedna z uczestniczek poznańskich klas. Pół godziny, by scyzoryk przestał otwierać się w kieszeni – kilkadziesiąt odkreowań punktów połączeń i systemów automatycznej odpowiedzi. To z technicznego punktu widzenia. I wybór! Jestem tu, widzę te ściany i wiem, że jeśli umniejszę się na milimetr, wszechświat natychmiast potwierdzi mój nowy rozmiar. Tego byśmy nie chcieli. Ani ja, ani moje ciało.

Co ja już o tym wiem? To pytanie znów pozwala mi stać się czarodziejem! I nie chodzi o to, by już dziś się pakować! Humanoid potrafią bardzo szybko zmieniać miejsca. W tym akurat nie ma nic trudnego. Nie chodzi też o to, by udowadniać światu, że za chwilę miasto Kielce, lub jakiekolwiek inne miejsce, stanie się kolebką świadomości dzięki Tobie i Twojemu poświęceniu! O co więc do cholery chodzi? O pozwolenie sobie na bycie sobą w każdym miejscu na Ziemi! Jeśli dziś znaczy to – jestem tutaj – jak mogę tu być z lekkością? Jeśli jutro znaczy to – wybieram drugi koniec świata – jak mogę zrobić to z lekkością? Podążanie za energią, poprzez postrzeganie, wiedzenie, bycie i otrzymywanie, nie ma nic wspólnego z logiką. Jeśli masz odwagę na zupełnie inne, nowe życie, którego bazą nie są emocje, ani myśli, może się tak zdarzyć, że zrobi się trochę bardziej intensywnie i trochę szybciej. Nie zmienia się tylko tam, gdzie nie chcesz wiedzieć. Wybieranie poprzez emocje nie jest wiedzeniem. Jest udawaniem, że życie to telenowela. Szkoda tylko, że nie płacą za odegranie roli.

Jakoś tak poważnie się zrobiło.

DO KOGO TO NALEŻY?! 

PS
98% ‚Twoich’ myśli, emocji i odczuć w ciele nie należy do Ciebie. … ????
Na tę chwilę znam tylko kilka osób, które zdecydowały się przetestować to pytanie przez 3 dni – do każdej myśli, emocji i odczucia w ciele. Jeśli zadasz je i poczujesz lekkość, to znaczy, że właśnie przestałeś kupować je jako swoje. Ciekawe, czy dużo łatwiej się żyje, gdy kreujemy nasze życie nie używając do tego milionów myśli i emocji innych ludzi? Tak tylko pytam… Tylko przypadkiem tego nie rób ;).

23.25. Ta godzina jakoś nie ma znaczenia. Nudno się robi. Idę spać.

Zmiana zawsze wygląda inaczej…

Gdyby wszystko było tak logiczne i poukładane, jak wciąż chcemy, żeby było, życie zaczęłoby przypominać powolną śmierć. A przecież nie chcemy tak od razu umierać. Czy nie łatwiej byłoby więc pozwolić sobie na więcej … pozwolenia, zamiast ratować się przed powolną śmiercią kreując chaos, tak zwane problemy, dramaty i brak?

Za chwilę północ. Słychać tylko buczenie mojego leciwego komputera i głęboki oddech Holmsa. Leży obok mnie. Pomimo zamkniętych oczu, wciąż pamiętam spojrzenie, które przeniknęło mnie na wylot. Piękne silne ciało i łagodność, której w tej rzeczywistości nie przypisuje się płci męskiej. Totalna przestrzeń BRAKU OSĄDU! Czy o to właśnie prosiłam? Jak może być jeszcze prościej? I gdyby nie bąki, które co kilkanaście minut przenikają pokój aromatem kaszy jęczmiennej, suchej karmy i kilku innych nutek, byłoby prawie romantycznie :). Tak – Holmes to mój pies. Teraz jest nas już szóstka.

Zmiana zawsze wygląda inaczej, niż myślimy, że będzie wyglądać!

 

Czy Holmes był w moich planach? Nie. Czy z punktu widzenia tej rzeczywistości była to racjonalna decyzja? Nie. Czy powiedziałam o tym mojej Mamie? Nie. Czy wiedziałam, że będzie wkładem dla mnie i moich dzieci? Tak.

Skąd to wiedziałam? Zadałam pytanie.

Nie ma takiej rzeczy, o której byś nie wiedział. Wszędzie tam, gdzie masz tak zwany dylemat, gdzie nie możesz ruszyć do przodu, bo uznałeś, że czegoś nie wiesz – tam nie chcesz wiedzieć, nie chcesz czegoś zobaczyć, nie chcesz kimś się stać i nie chcesz czegoś otrzymać. Co zrobić, żeby to zmienić? Zadać pytanie!

Co ja o tym wiem?
Co muszę tu jeszcze pozwolić sobie wiedzieć, spostrzegać, być i otrzymać, żeby mieć totalną jasność i klarowność w tej sytuacji? 

Jutro Warszawa. Co ja już o tym wiem?

From the Space of You

… Gdyby człowieka rozłożyć na kawałki i obok siebie położyć jego prawą brew i lewy paznokieć małego palca u prawej nogi, a zaraz obok nich oko – lewe lub prawe, kawałek dwunastnicy, skrawek wątroby i tuż za nimi język – to pewnie mało przypominałoby to człowieka. Medycynie udał się ten… rozkład. I pewnie dlatego zrodziła się medycyna alternatywna. Może wreszcie nadchodzą czasy, że inny nie znaczy gorszy? A może po prostu wszystko jest odwrotnością tego, czym wydaje się być?

Przed długie lata z wielką ekscytacją zajmowałam się językiem – w dzieciństwie pokazując go młodszej siostrze i rodzicom, na studiach głównie angielskim. English naprawdę miał coś w sobie. Nie do końca podobała mi się tylko etykieta ‚nauczyciela języka angielskiego’, bo nawet prowadząc przez lata własną szkołę, byłam tam kimś zupełnie innym. Nie szło mi ‚rozkładanie’ języka na części składowe, w postaci wyjętych z całości form i struktur gramatycznych, czy pojedynczych słów, bo te operacje kończyły się śmiercią jego i mojej weny. Z wielkim szacunkiem patrzyłam na męki tzw. początkujących, którzy po raz enty recytowali I am, you are, he/she/it is… (w domyśle: Oh, F…k). No i były te perełki – anglobrzmiące jednostki wychowane na Cartoon Network, nieskalane wkuwaniem gramatycznych zasad i kilometrowych list słówek.

Zawsze wiedziałam, że można inaczej.

Nie wiem – może moja głowa była inna, bo każdy pojawiający się w niej koncept posiadał tysiące odnóg, myśli pobocznych, powiązanych z nimi dygresji i dygresji tych dygresji. Wraz z nową informacją, która pojawiała się w mojej przestrzeni, aktywowały się setki innych informacji i obrazów, tworząc olbrzymie drzewo danych, po które wystarczyło tylko sięgnąć. Może zabrzmi to dziwnie – ale nie miało to wiele wspólnego z pamięcią. Nie czułam przeładowania informacją, o czym opowiadali czasem umęczeni ‚przygotowaniem’ do egzaminów znajomi studenci. To była jakaś niezwykła lekkość w uzyskiwaniu dostępu do informacji wtedy, gdy były one potrzebne.

Tak! Nie pomyliłeś się – informacje pojawiały się w mojej PRZESTRZENI. W niektórych sytuacjach było to wielkie ułatwienie. W innych – źródło nieporozumień. Planując wydarzenia, wyjazdy, projekty widziałam wszystko w wersji makro. To były przestrzenne sieci informacji, włączające wszystkie możliwe dodatkowe opcje, warianty, potencjalne zmiany i scenariusze zastępcze. Widząc więcej – chciałam więcej. A w tym świecie nie wolno chcieć więcej, bo wtedy inni czują się mniej. A tego przecież byśmy nie chcieli…

Pomniejszanie horyzontu świadomości stało się więc automatem, bo to, co wydawało się dla mnie łatwe i oczywiste, nie mieściło się w wąskich tunelach rzeczywistości innych ludzi, gdzie podróż odbywała się od punktu A do punktu B, od B do C, od C do D… itd. Ja marzyłam o podróży od A do Z. „Ty chciałabyś mieć wszystko!” – mówili przyjaciele i bliscy. Jak miło z ich strony, że tak troszczyli się o mnie i o mój świat – szczególnie o jego gabaryty. Takich komentarzy chciałam słyszeć jak najmniej. Czy to choć trochę przypomina Twój świat? Dlatego znów przez jakąś chwilę wędrowałam ślimaczym A do B, B do C… . Na szczęście już przy A przypominało mi się, ze jest jeszcze Ą, a potem Ć i Ę. Thank God! I znów budziła się we mnie radość, że można być choć trochę inaczej. To trochę, jak takie fis i cis na klawiaturze fortepianu – zupełnie nowe brzmienie, czarny klawisz  – czasem dopełnienie bieli, czasem dysonans.

Krótko mówiąc, wszystko jedno, czy w domu, czy w pracy, moim drugim imieniem stała się NIEKONWENCJA. Czułam się trochę, jak pomarańcza w jabłkowym sadzie, jak to w bardzo zabawny sposób na jednej z klas przedstawił Dain Heer. Zajęło mi kilka(naście) lat, by wreszcie pozwolić sobie zauważyć, że nie jestem ani Lobo ani McIntosh, i że jest we mnie jakaś egzotyka, a ta nierówna odlotowo pomarańczowa skórka jest całkiem w porządku. Jeszcze czasami udawałam kosztelę – chyba dlatego, że prawie nikt ich już nie sprzedaje – i nie wiedziałam, co począć, gdy w osiedlowych warzywniakach mój wzrok przykuwał całkiem smaczny gatunek jabłek o nazwie ELIZA. Były chwile, gdy znów przez jakiś czas próbowałam robić tak, jak inni. Tylko, że to nie działa!

Musiało minąć ponad 13 lat, by w tym, co zdawało się być niepoprawnością i ograniczeniem dostrzec MOC.

Wszystko jest ze mną OK. Wszystko jest z Tobą OK. Wszystko jest z Tobą OK. Wszystko jest z Tobą OK. Możesz już dzisiaj być Sobą. Możesz już dzisiaj być Sobą. Możesz już dzisiaj być Sobą.

cdn.