Z lekkością dmuchawca #1

Z ELEGANCJĄ KASZMIRU

the BOOKJest wiele książek, które od pierwszych stron wywracały mój świat do góry nogami, ale ta, o której chcę Ci opowiedzieć, robi to do dziś dnia, nawet gdy grzecznie spoczywa w mojej torebce, odgniatając sobie rogi, w cierpliwym oczekiwaniu na kolejne rozprostowanie kartek. Ta książka to nie tylko litery czarno na białym opowiadające historie z przeszłości. Przez lśniące głęboką czernią, drukowane litery (nie żartuję – nawet litery wyglądają tutaj inaczej), przenikają światy i rzeczywistości tysięcy ludzi,  którzy stali się jej częścią i może nawet o tym nie wiedzą. Wiem, że i ja jestem jej częścią (i Ty już teraz też), choć trafiła ona do moich rąk wiele miesięcy po tym, jak poznałam jej autora. To wspaniałe, że liniowość czasu nie musi już na nas wpływać.
Na kartach tej książki zapisała się i wciąż zapisuje energia transformacji setek istnień, które w pewnym momencie życia – zazwyczaj w tym najmniej komfortowym – zażądały zmiany, wbrew niekończącej się liście uwarunkowań kulturowych, niedostatków finansowych, milionów definicji kupionych od rodziny, przyjaciół, nauczycieli i autorytetów, które murem ustawiały się wokół nich, niczym niewidzialne ściany ograniczeń. Czasem przychodzi taki czas, kiedy wiesz, że pojawia się możliwość zmiany. Wtedy nic nie jest w stanie Cię zatrzymać. Oni to wiedzieli. To są te chwile, kiedy jesteś całkowicie sobą! To takie proste, a zarazem takie trudne, bo bycie sobą w tej rzeczywistości często burzy, łamie, podważa i … demontuje formy i struktury, na których stoi cały ten świat. A wtedy – świat musi się zmienić.

DSC_0206‘Being You, Changing the World’, co w wolnym tłumaczeniu oznacza: „Będąc Sobą, Zmieniając Świat”, to książka, która zrodziła się na bazie niezwykłych klas o Istnieniu, prowadzonych przez dr. Daina Heer, znanego na całym świecie autora, mówcę, facilitatora i współtwórcę Access Consciousness. To właśnie tam, podczas klas Being You Changing the World, Energetycznej Syntezy Istnienia (ESB), oraz niezwykłej Symfonii Możliwości (SOP), odbywających się w najróżniejszych krajach całego świata – można być świadkiem i samemu doświadczyć przemian, które przekraczają wyobrażenia, najśmielsze oczekiwania oraz wszelkie normy, standardy i granice, poza które odwagę mają wykroczyć tylko szaleńcy. Wielu z nich – tak jak Dain 15 lat temu – postawiło wszystko na jedną kartę, wołając do Wszechświata: „Albo coś się zmieni, albo odchodzę!”. I zmienia się!
Te niezwykłe historie, gdzie w ciągu kilku miesięcy ludzie wstają z obolałych kolan, by prężnie wyprostować pierś do przodu i spojrzeć życiu prosto w oczy, gdzie szare twarze nabierają rumieńców, gdzie uśmiech zastępuje łzy, a łzy oznaczają już tylko wdzięczność, ujęły mnie tak bardzo, że w moim świecie pojawiło się żądanie: „Chcę, by dowiedział się o tym cały świat! Chcę, żeby świat wiedział, że zmiana naprawdę jest możliwa i że są tutaj ludzie, którzy zmieniając siebie – zmieniają świat, otwierając przez innymi bramy zupełnie nowych możliwości. Nie ważne jak, nie ważne ile to będzie kosztować i ile zabierze czasu! Jeśli tak może wyglądać świat – wchodzę w to!”.

Wiele razy próbowałam wyrazić słowami wdzięczność za zmiany, których dokonałam dzięki narzędziom Access. Wiele razy próbowałam wyrazić podziw dla tej niezwykłej wytrwałości i totalnego zaangażowania w szerzenie świadomości na tej Planecie, którym zarażają wprost Gary Douglas – założyciel Access i Dain Heer. Słowa to za mało. Jestem więc dziś cała energią wdzięczności, która napełnia życiem i radością całe moje ciało oraz istnienie. A tam gdzie jest wdzięczność, nie ma miejsca na osąd. Tam, gdzie nie ma osądu, pojawiają się nieograniczone możliwości.

OCZYCzęsto ludzie pytają mnie dlaczego oczy ludzi w Access są takie błyszczące. Śmieję się wtedy i odpowiadam pytaniem: „Czy ten błysk w oku to jest to, czego pragniesz?”. I wiem, że jeśli to pragnienie jest prawdziwe, zaczynają dziać się cuda. Gdy po miesiącach spotykam ludzi, którzy jeszcze nie tak dawno rozważali odebranie sobie życia, i widzę jak zmieniają się ich ciała, sposób mówienia, poruszania się, kiedy słyszę ich śmiech i widzę, jak z lekkością rozmawiają o pieniądzach, podróżach, pięknych zakątkach świata, choć jeszcze niedawno jedynym celem ich życia było rozwiązanie pozornie niemożliwego do rozwiązania problemu, ogarnia mnie wzruszenie i niezmącona niczym świadomość, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Wszystko zaczęło się 25 lat temu w Stanach Zjednoczonych, gdzie jeden człowiek – Gary Douglas – odważył się być tak inny od wszystkich, by sam jak palec poprosić o zmianą na Ziemi – zmianę, o jakiej nie śniło się większości jej mieszkańców. Dziś zmiana ta jest tak namacalna, że trudno jej nie zauważyć. Access działa prężnie w ponad 170 krajach na całym świecie. We wszystkich tych krajach, pojawia się coraz więcej ludzi, którzy każdego dnia kreują zupełnie inną rzeczywistość – tutaj, dzisiaj, każdego dnia, nieustannie dokonując wyborów, wciąż zadając pytania, sięgając po to, czego nikt jeszcze do tej pory nie sięgnął.

dmuchawiecSłyszałam o Access już wiele opinii, włącznie z takimi, że to sekta seksu i pieniędzy, groźny kult, i że można tam tylko stracić. Tak – można! Ja dzięki Access straciłam wszystkie definicje siebie, które przez lata ograniczały mnie i moje ciało. Tam przypomniałam sobie, że jestem nieograniczonym istnieniem i że to ja wiem, czego pragnę. Tam pozwoliłam sobie być wreszcie sobą i dostrzegłam swoją inność, którą przez całe życie chciałam ukryć przed wszystkimi, bo była aż tak… inna. Na pierwszej zagranicznej klasie, na którą wybrałam się w desperackim akcie rozpaczy, wołając wszechświat o wsparcie głośniej niż zwykle (Sztokholm 2013, Poziom 2&3 z dr. Dainem Heer), zobaczyłam bandę uśmiechniętych szaleńców w liczbie ponad 130, którzy w jakiś dziwny sposób wydali mi się bardzo bliscy. Oni też byli inni. Pytania, które wysypywały się z ich światów, były moimi pytaniami – pytaniami pełnymi niezrozumienia, dlaczego świat nie chce otrzymać tego wszystkiego, co oni chcą temu światu podarować. Obnażenie tych ludzi, którzy nie mogli już dłużej udawać, że wygodnie im siedzieć w ciasnych pudełkach ograniczeń tej rzeczywistości, powoli rozpuszczało moje bariery – bariery, które budowałam przez wiele lat mojego życia, by już nikt nigdy więcej mnie nie zranił.

A co z tym seksem i pieniędzmi? Sekta i kult to chyba za wielkie słowa, choć przyznam, że w tym temacie zmieniło się ogromnie dużo. Zanim uchylę rąbka tajemnicy, powiem tylko, że życie naprawdę może dotykać nas z delikatnością i elegancją kaszmiru.

Cdn…

2 myśli nt. „Z lekkością dmuchawca #1

  1. Liliana Abraham Zubińska

    Dziękuję Eliza, czekam na dalszy ciąg.
    Gdy czytam Twoje słowa pytam jednocześnie co Access wniósł do mojego świata. Z całą pewnością grono wspaniałych istnień, którym przyglądam się czasem z zadziwieniem, czasem z zachwytem, albo tak i tak. Jak na ironię nie znajduję słów (choć słowo to podobno mój żywioł), ale czy nie jest tak, że gdy doświadczamy Nowego to uchwycenie tego i opis jest czymś wręcz niemożliwym. Można natomiast Być z Tym wszystkim i obserwować, i doświadczać i… w końcu przychodzi moment, że już tylko można się śmiać…i płakać jednocześnie – z wdzięczności do siebie, za wybór, który tak wiele zmienił, który ciągle zmienia i daje taką możliwość zmiany wszystkim wokół…

    Odpowiedz
  2. GaGa

    Elizo,
    po Twoich tekstach widać jaką drogę przeszłaś – przecież pamiętam Cię, gdy dopiero poznawałaś Access:) Dziękuję, że z taką lekkością i radością o tym piszesz, że jesteś zaproszeniem… Czekam na „dalszy ciąg” Twoich refleksji, którymi z nami się dzielisz:) Dziękuję Ci za nie:)))

    Odpowiedz

Dodaj komentarz