Miesięczne archiwum: Październik 2015

Widzę Cię!

W samolocie, w drodze powrotnej z Kostaryki, gdzie odbyło się 7-dniowe wydarzenie Access Consciousness pt.: Possibilities Beyond, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów postanowiłam obejrzeć jakiś fajny film. Nie zdarza się to często, bo z telewizorem rozstałam się wiele lat temu, a komputer zawsze oferuje ciekawsze zajęcia. Na jednym z dłuższych odcinków tej poszatkowanej na kawałki podróży, żegnając Meksyk i kierując się w stronę Paryża, założyłam na uszy słuchawki, podparłam głowę małą podusią i okryłam miękkim przyjaznym kocykiem prawie całe moje ciało – od stóp po samą szyję.

Zdarzanie ostatnich 7 dni nie pozostawiły w moim świecie ani jednej solidnej konstrukcji, której mogłabym się złapać. Kolejny raz, wracając z podróży, wyruszałam w kolejną podróż – tym razem jeszcze bardziej niepojętą, niewyobrażalną i niemożliwą do zdefiniowania. Ogromny metalowy ptak, którego gabaryty wywoływały we mnie dreszcz podniecenia, unosił nas z mocą, której trzeba było zaufać, choć umysł tego nie ułatwiał. Ziemia widziana z chmur wydawała się bardziej prawdziwa niż zwykle. Wiedziałam, że coś mocno się zmieniło.

Wybór padł na Avatara. Nie ważne, który raz. Potęga Ziemi, jaka ukazała się w El Lugar, nie opuszczała mojego ciała, które wciąż było ogromną przestrzenią. Kłamstwa ograniczeń ciała rozbiły się tam jak szklane ściany i wreszcie zaczęliśmy widzieć swoją moc. Nas – istnień i naszych ciał. Nie rozumiałam wcześniej, o czym mówił Gary Douglas, zapraszając nas do zasmakowania energii tego magicznego miejsca. El Lugar – the Place – miejsce, którego szukałam latami… Pewnie nie tylko ja. Kłusując na końskich grzbietach przez niebywale zielone wzgórza, pozwalałam łzom wdzięczności obmywać moją twarz. Patrzyłam na tych ludzi, którzy promienieli nie dlatego, że ich ciała oblewały promienie gorącego słońca. Świadomość tego, jak bardzo byli mi bliscy wywoływała niezwykłą – fizyczną wręcz intensywność. Znałam ich nie od kilku lat. Te same istnienia – inne ciała. Świadomość bycia ze sobą od… początku.
Co teraz?
Jaką potęgą możemy stać się wszyscy razem? Idąc odważnie ramię w ramię? Po tylu latach milczenia, umniejszania, udawania kogoś, kim nigdy naprawdę nie byliśmy. Jak bardzo chcieliśmy być ludźmi, nie wiedząc, że nasz świat przypomina bardziej społeczność humanoid, których ogromne ciała lśnią niepojętym błękitem, a oczy widzą więcej…

Po powrocie do domu, patrzyłam na mojego syna, który wybrał sobie tak dziwne i odmienne ciało. Down? Nie. Potęga istnienia, które nie zawahało się wybrać inaczej. Patrzył na mnie swoimi ogromnymi oczami, za którymi widziałam niepojęty ogrom czegoś, czego nie ma na tej planecie. Delikatna, prawie przezroczysta skóra, prosiła się o świadomy dotyk. Tak rozmawialiśmy. I były tylko dwa słowa, które potrafiłam wypowiedzieć tamtej nocy:

WIDZĘ CIĘ

I usłyszał.

I otrzymał…

To tylko kilka darów, jakie otrzymuję wciąż od czasu, gdy wybrałam drogę ze wsparciem Access Consciousness. I będę walczyć o to, by piękni ludzie, którzy szukają prawdy, mogli rozwijać swe potężne skrzydła!

Nie bójcie się być Avatarami! Nie jesteście sami!

WIDZĘ WAS!

Więcej, wyżej, jeszcze bardziej intensywnie!

Przez lata uczyliśmy się, że to, co czego dążymy to stabilizacja. Setki razy słyszeliśmy z ust naszych rodzicieli, przyjaciół, wujków i cioć ‚dobra rada’, to niezwykle irytujące pytanie: „Kiedy wreszcie przestaniesz bujać w obłokach? Kiedy wreszcie staniesz mocno nogami na Ziemi?”. Ich ciała z betonu i twarze wykrzywione cierpieniem różnej maści, wskazywały tylko na jedno – tego, czego pragnęli w ukryciu i co porzucili wieki temu to… właśnie lekkość bujania w obłokach i chęć rozkruszenia murów ograniczeń, które kiedyś uznali za prawdziwe, choć nigdy sami do końca w  nie nie wierzyli.

Na jednej z ostatnich klas Access Consciousness, do mikrofonu podszedł Andreas – niezwykle życzliwy, kochany Węgier, którego miałam ogromną przyjemność i zaszczyt poznać bliżej podczas ostatniej wyprawy nad Dunaj, z moją nową specjalistyczną klasą Access Your English. Andreas, który całym sobą przypomina dobrodusznego niedźwiadka, do którego bez chwili zawahania lgną wszystkie ciała, opowiadał o swoich szkolnych latach. Pozornie bezradny człowiek miś – delikatny a jednocześnie emanujący niezwykłą siłą mężczyzna – podzielił się informacją, która poruszyła całą salę. Wszystkim nam znane jest poczucie niezrozumienia, jakim częstuje nas ta rzeczywistość. Tak wielu z nas, nie znajdując wsparcia w bliskich, zaczęło… bujać w obłokach i do dziś za to się osądza, bo ten osąd wciąż pobrzmiewa w naszych światach. I wydawałoby się, że wystarczy przestać się osądzać. Ale to też nic nie zmienia.

Jak by to było, gdybyśmy zechcieli wiedzieć, że to bujanie w obłokach, które wydawało nam się ucieczką od świata, było niczym innym jak kreacją innej rzeczywistości w przestrzeni nas, która sięga daleko poza pudełko ograniczeń, w którym i tak się nie mieściliśmy.
Jak by to było, gdybyśmy zechcieli uznać, że od dawna KREOWALIŚMY INNĄ PRZYSZŁOŚĆ, INNY ŚWIAT I INNĄ RZECZYWISTOŚĆ! I dopóki tego nie uznamy, będziemy wciąż oszukiwać siebie, że cały czas jest tak, jak było.

Nie jest!

Całe nasze życie było zmianą. Wystarczy ją uznać, by otrzymać ten dar, którego szukaliśmy, jakiego pragnęliśmy, o jakim śniliśmy najdziwniejsze sny naszego życia. Pozwólmy sobie wiedzieć, że jesteśmy inni i jeśli ktoś nie dostrzega naszych kreacji, nie potwierdza ich istnienia – nie oznacza to, że ich nie ma!

Zacznijmy wreszcie żyć naszym życiem. Intensywnie, z radością – NA MAXA!

Jaki świat TY wiesz, że jest możliwy?

Poranna kawa w Rzymie. Jeszcze wcześnie. Stoliki malutkich uroczych kawiarenek, ozdabiających niezwykle wąskie brukowane uliczki prowadzące do Fontanny di Trevi, świecą jeszcze pustkami. Mimo to uliczny gwar zdaje się być nie do zniesienia. Wydaje mi się, że nie mam skóry. Turyści, którzy ślepo podążają za przewodnikami, niczym w transie kręcą głowami, by zobaczyć jak najwięcej. Boli mnie świadomość tego, co postrzegam w ich światach.
Aparaty wiszące na ich szyjach czekają na moment, by złapać w obiektyw choć chwilę inności, a potem trzymać ją jak skarb, zatrzymać czas, uchwycić moment lekkości.

Ciekawe ilu z nich żyje fotografią rzeczywistości, która nie jest nawet prawdziwa? Ciekawe jak wielu żyje naprawdę…

Moja walizka stojąca obok stolika wypchana jest po brzegi. Za kilka godzin samolot. To już trzecia wyprawa w tym miesiącu. Paryż, Londyn, Rzym. Trzy miasta, gdzie zacierają się granice pomiędzy tym, co było, jest i będzie. Trzy klasy – Being You Changing the World, Energetyczna Synteza Istnienia, oraz Poziom 2&3. Zmiany tak intensywne, że ciało pragnie więcej przestrzeni, ciszy, dotyku lekkiego jak motyl.

Zamawiam kawę z dużą ilością mleka i wspominam te ostatnie kilka tygodni.
Do bramy przede mną wchodzi kobieta – piękna brunetka, z włosami upiętymi w koński ogon. Jest naprawdę piękna. Spotykamy się wzrokiem. Uśmiech. Ciepło rozgrzewa moje ciało. Pewnie nie spotykamy się po raz pierwszy. I w tej sekundzie wiem, że coś znów zmienia się w moim życiu.

Zmiana zawsze wygląda inaczej niż myślimy, że będzie wyglądać.

Jakby to było, gdybyśmy potrafili dostrzegać ją wszędzie. W miejscach, które wołają – czasem bardzo głośno – by je odwiedzić. W ludziach, którzy przynoszą do naszego życia jakąś nową energię, nawet jeśli wydaje nam się, że ich nie znamy. W każdym wyborze, który sprawia, że cały Wszechświat musi przearanżować się według naszej prośby. Wystarczy ją otrzymać…
Potem kilka wiadomości, które uskrzydlają całe moje istnienie. Odległość nie ma znaczenia. Kiedy jesteś przestrzenią, możesz być tak blisko, jak tylko tego pragniesz. To wielka zaleta świadomości, którą jesteśmy.

Myślę o tym, jak bardzo zmieniło się moje życie i jak bardzo jeszcze się zmieni. Niczego się nie trzymam. Żyję każdą sekundą – tak mocno, jak tylko się da.

Zmiana nie musi być bolesnym i długotrwałym procesem metamorfozy. Zmiana to wybór, którego dokonujesz. Rzym podarował mi jej więcej, niż myślałam, że jest możliwe. Dziękuję sobie za ten wybór.
Znów zbudowałam kawałek MOJEGO życia.

I wciąż pytam:
CO JESZCZE JEST MOŻLIWE?!